top of page

Nie wyłączysz myśli. Ale możesz nauczyć się trzymać lejce

Zdjęcie autora: Przemek Nadolny
Przemek Nadolny
4h
7 minut(y) czytania
joga w mysore


Joga kojarzy się dziś głównie z pozycjami, rozciąganiem i pracą z ciałem. Tymczasem jej klasyczne teksty zajmują się przede wszystkim czymś, co każdy z nas ma pod ręką, choć nie zawsze nad tym panuje: własnym umysłem.


Nie da się po prostu przestać myśleć. Można jednak nauczyć się nie traktować każdej myśli jak pilnego polecenia. Co ciekawe, wiele z tego, co joga opisywała przez stulecia swoim językiem, dziś bada psychologia poznawcza i neuronauka. Spróbujmy przyjrzeć się, gdzie te dwa języki się spotykają.



Czy joga polega na zatrzymaniu myśli?


W Jogasutrach Patañjalego czytamy: „yogaś citta-vṛtti-nirodhaḥ” – joga jest wyciszeniem poruszeń umysłu (I.2). I dalej: „tadā draṣṭuḥ svarūpe ’vasthānam” – wtedy widzący spoczywa w swojej prawdziwej naturze (I.3).

Brzmi to trochę jak instrukcja obsługi przycisku „wycisz”. Tyle że nikt go nie znalazł. Umysł myśli, zmysły odbierają bodźce, ciało reaguje – i tak ma być. Chodzi raczej o to, by ten ruch uspokoić na tyle, żeby zobaczyć, co się w nas właściwie dzieje.

Kluczowe jest rozróżnienie między tym, co postrzegamy, a tym, kto postrzega. Myśli, emocje i doznania z ciała pojawiają się w świadomości, ale sama świadomość nie jest żadną z tych treści. W języku jogi ten, kto widzi, to draṣṭā – obserwator.

Psycholog nazwałby to metapoznaniem albo decentracją: różnicą między „jestem zły” a „zauważam, że pojawiła się złość”. Współczesne terapie oparte na uważności czerpią głównie z tradycji buddyjskiej, ale mechanizm jest bliźniaczo podobny. Nie musimy walczyć z każdą myślą ani udawać, że jej nie ma. Wystarczy ją zauważyć, zanim się z nią utożsamimy.

Kto trzyma lejce? Rydwan z Kaṭha Upaniszady


Jedna z najbardziej obrazowych metafor jogi pochodzi z Kaṭha Upaniszady. Ciało jest w niej rydwanem, zmysły – końmi, umysł – lejcami, rozeznanie – woźnicą, a jaźń – pasażerem. Gdy lejce są luźne, konie biegną, dokąd chcą, a o pasażerze nikt nie pamięta.

Zaskakujące? Intuicyjnie zakładamy, że to umysł prowadzi. Tu jednak umysł (manas) tylko filtruje i porządkuje sygnały ze zmysłów – działa szybko, automatycznie i nawykowo. W języku Daniela Kahnemana to odpowiednik Systemu 1. Rozeznanie (buddhi) jest woźnicą: zatrzymuje się, sprawdza i wybiera kierunek. To z kolei odpowiednik systemu 2 u Kahnemana, czyli autorefleksji, wnioskowania i korekty błędów poznawczych.

To tłumaczy, dlaczego luźne lejce są takie wygodne. Automat nie wymaga wysiłku, a uważność – owszem. Joga trenuje woźnicę: uczy zauważać pierwszą reakcję i pytać, czy rzeczywiście nam służy.

Ślady i mapy


Każde doświadczenie i każda powtarzana reakcja zostawia w nas ślad. Tradycja jogi nazywa go saṃskārą – psycholog powiedziałby: wyuczony odruch, ślad pamięci utajonej. Z wielu takich śladów składamy mapy mentalne, czyli wyobrażenia o sobie, innych i świecie, podobne do schematów poznawczych.

Mapa bywa przydatna, ale bywa też nieaktualna. Koń, który kiedyś przestraszył się foliowej torby, długo jeszcze będzie płoszył się przy każdym szeleście – podręcznikowy przykład warunkowania. Woźnica nie wyrzuca konia z zaprzęgu. Uczy go nowych reakcji, cierpliwie je powtarzając, aż stary ślad przestaje rządzić.

Dlaczego ciało, skoro chodzi o umysł?


Bo rydwan też wymaga troski. Gdy ciało jest napięte lub obolałe, a oddech płytki, trudno o skupienie. Nawet najrozsądniejszy woźnica z najlepszą mapą w głowie nie zajedzie daleko z połamanym kołem i wyczerpanymi końmi.

Haṭha joga ma na to konkretne narzędzia: āsany, mudry, bandhy, kriye i prāṇāyāmę. Tradycja mówi, że oczyszczają i przygotowują ciało fizyczne oraz subtelne do medytacji - obserwacji umysłu. Haṭhayogapradīpikā porównuje haṭha jogę do drabiny prowadzącej ku rāja jodze, czyli pogłębionej praktyce medytacyjnej.

„Ciało subtelne” brzmi egzotycznie, ale opisuje obszar dziś szeroko badany: umysł ucieleśniony. To ten sam obszar, który neuronauka nazywa interocepcją (czuciem wrażenia płynących z ciała), propriocepcją (wyczuciem jego położenia) i neurocepcją (nieświadomą oceną, czy jesteśmy bezpieczni). Joga i nauka opisują tu te same zjawiska – po prostu innym językiem.

Praktyczny przykład: ból pleców. Może wynikać z siedzącego trybu, z chronicznego napięcia, ze stresu albo ze wszystkiego naraz. Praktyka uczy rozróżniać sam sygnał od jego interpretacji – i dopiero wtedy sensownie na niego odpowiedzieć.

Zdrowie, sprawność i lepsze samopoczucie to korzyści, które zwykle zauważamy najpierw. Jednak w klasycznym rozumieniu rāja joga oznacza cel nadrzędny: większą swobodę wobec własnych myśli, zmysłów i nawyków.

Osiem członów to nie lista do odhaczenia


Patañjali wymienia osiem członów jogi: yamę, niyamę, āsanę, prāṇāyāmę, pratyāhārę, dhāraṇę, dhyānę i samādhi (II.29). Nie należy ich traktować jak ośmiu szczebli, które zaliczamy i zostawiamy za sobą. Lepiej widzieć w nich uzupełniające się części tej samej praktyki.

Przy okazji: āsana to według Patañjalego pozycja stabilna i wygodna (II.46). Ciało ma wspierać praktykę, a nie wygrywać konkurs na najbardziej imponujący kształt.

Yama i niyama: kierunek, nie kodeks


Yama dotyczy naszego stosunku do świata i innych ludzi, niyama – relacji z samym sobą. Każda grupa obejmuje pięć wskazówek.

Yama

  • ahiṃsā – niekrzywdzenie: w działaniu, słowie i myśli, także wobec siebie.
  • satya – bycie w prawdzie. Nie chodzi o to, by każdemu mówić prawdę taką, jaką widzimy. Nasze postrzeganie bywa obciążone błędami poznawczymi, a to, co bierzemy za prawdę, często jest naszą perspektywą. Satya to raczej szczerość wobec siebie, intelektualna uczciwość i gotowość, by do prawdy dochodzić.
  • asteya – niekradzenie, rozumiane szerzej niż niezabieranie cudzej własności: niekarmienie w sobie zazdrości, resentymentu i pragnienia tego, co widzimy u innych.
  • brahmacarya – umiar w pożądaniu: obserwowanie własnych pragnień, także seksualnych, i tego, dokąd kierują naszą energię.
  • aparigraha – niegromadzenie ponad miarę: posiadanie tego, czego rzeczywiście potrzebujemy.

Niyama

  • śauca – czystość, rozumiana jako troska o zdrowie, ciało i przestrzeń wokół siebie.
  • santoṣa – zadowolenie, kultywowane niezależnie od okoliczności.
  • tapas – samodyscyplina.
  • svādhyāya – samopoznanie i samokształcenie.
  • īśvara-praṇidhāna – poświęcenie dla wyższych wartości: gotowość, by nie starać się wszystkiego kontrolować z poziomu potrzeb ego.

To nie są przepisy do odhaczania ani normy narzucone z zewnątrz. Działają raczej jak współrzędne autoobserwacji: pokazują, gdzie patrzeć. W języku psychologii bliżej im do wartości niż do zasad – wyznaczają kierunek, w którym chcemy się rozwijać, nawet jeśli droga bywa trudna.


Skąd wiemy, że idziemy w dobrą stronę?


Ciało, oddech i umysł dużo mówią o naszym stanie. Oddech bywa płytki, ciało napięte, myśli chaotyczne. Sama obserwacja nie rozwiązuje problemu, ale daje chwilę na pytanie: co zwykle dzieje się po takiej reakcji?

Joga mówi tu o duḥkha – cierpieniu, dyskomforcie – i sukha – lekkości, dobrostanie. Pomaga też rozróżnienie z sutry I.5: poruszenia umysłu mogą być kliṣṭa albo akliṣṭa. Słowo kliṣṭa pochodzi od kleśa, czyli „w potrzasku”. Reakcja kliṣṭa jest zabarwiona takim utrapieniem i wzmacnia uwikłanie, a reakcja akliṣṭa uwalnia od utrapienia i sprzyja rozpoznaniu.

Kryterium nie brzmi jednak „czy to przyjemne”. Przyjemna myśl może obciążać, jeśli podsyca przywiązanie. Trudny wgląd może uwalniać, jeśli pozwala coś zobaczyć jaśniej.

Właściwe pytanie brzmi: czy ta reakcja przybliża mnie do kierunku wyznaczonego przez yamę i niyamę, czy mnie od niego oddala? Psychologia nazwałaby to podejściem eudajmonistycznym, a nie hedonistycznym. Liczy się nie chwilowa przyjemność, lecz to, dokąd prowadzi nas działanie.


Czym jest niewiedza i skąd bierze się lęk?


Niewiedza (avidyā) nie oznacza braku informacji o jodze. To nierozpoznawanie różnicy między tym, kto postrzega, a tym, co postrzegane. Utożsamiamy się z emocją, myślą albo mapą mentalną zbudowaną z dawnych doświadczeń. Psychologia akceptacji i zaangażowania (ACT) nazywa to fuzją poznawczą.

Patañjali pokazuje, jak z tego korzenia wyrasta cierpienie. Wymienia pięć utrapień (kleśa, II.3): niewiedzę, utożsamienie z obrazem „ja”, przywiązanie, awersję i lęk. Niewiedza jest glebą, z której wyrastają pozostałe (II.4).

Ostatnie z nich, abhiniveśa, to lęk zakorzeniony w samym życiu – także lęk przed śmiercią. Patañjali zauważa, że dotyka nawet mędrców (II.9). Lęk nie znika więc wraz z wiedzą. Zmienia się nasza relacja do niego.

Bez dystansu lęk paraliżuje: zamrożenie, odrętwienie, panika. Z dystansem może stać się sygnałem, a nawet paliwem do ostrożnej eksploracji. To właśnie robi viveka – rozeznające poznanie, które odróżnia widzącego od tego, co widziane. Według Patañjalego nieprzerwana viveka prowadzi do ustania niewiedzy (II.26).


Sprawczość to nie wina


Patañjali pisze, że cierpieniu, które jeszcze nie nadeszło, można zapobiec (II.16). Warto zwrócić uwagę na słowo „jeszcze”. Nie odpowiadamy za to, co nas spotkało. Odpowiadamy za to, jak odpowiemy teraz.

To ważne rozróżnienie, bo łatwo je przekręcić: „cierpię, więc źle praktykuję”. Ale poczucie winy to też tylko treść umysłu – kolejna mapa, kolejna saṃskāra. Można ją zauważyć, zamiast brać za prawdę o sobie.

Pomaga w tym sama joga. Pierwsza yama, ahiṃsā, obejmuje także nas samych, więc praktyka służąca biczowaniu się przeczy swoim własnym zasadom. Psychologia mówi podobnie: badania nad współczuciem wobec siebie pokazują, że samokrytyka raczej hamuje zmianę, niż ją napędza.

Uwaga na pułapkę drugiego rzędu: łatwo zacząć obwiniać się za to, że się obwiniamy. Tu przydaje się santoṣa – spokojne „aha, znowu ta mapa”, bez wyroku. Praktyka, czy cokolwiek innego, staje się wtedy lustrem tego, co w sobie nosimy, a nie kolejnym sądem.

I jedno uczciwe zastrzeżenie. Nie każde cierpienie jest kwestią interpretacji: krzywda, trauma czy choroba są realne. Praktyka może wtedy wspierać, ale nie zastąpi pomocy specjalisty.


Dlaczego warto wracać do tej samej praktyki?


Jak więc uczyć się trzymać lejce? Patañjali wskazuje na eka-tattva-abhyāsa, czyli praktykę jednego punktu, która pomaga przezwyciężać przeszkody (I.32). Można ją rozumieć na dwa sposoby, które się uzupełniają.

  • Wąsko: jako skupienie uwagi na jednym obiekcie. Patañjali podaje przykłady, a jednym z nich jest oddech (I.34). W drugim rozdziale pokazuje też, jak ciało i oddech się łączą: gdy pozycja jest ugruntowana, można przejść do świadomej pracy z oddechem (II.49). Z tego wyrasta współczesna praktyka obserwowania oddechu w pozycji jogi. Kognitywista nazwałby to treningiem uwagi selektywnej.

  • Szerzej: jako trzymanie się jednej, sprawdzonej praktyki zamiast skakania między stylami. To z kolei budowanie nawyku – i cierpliwości.

Na początku szukanie i próbowanie różnych dróg jest naturalne: umysł jest ciekawy i lubi nowe bodźce. Z czasem okazuje się jednak, że ciągła zmiana bardziej rozprasza, niż rozwija. Patañjali podkreśla, że praktyka ugruntowuje się przez długi czas, regularność i zaangażowanie (I.14).

Po czym poznać, że praktyka jest „nasza”? Chętnie do niej wracamy i widzimy jej efekty. Nuda też się zdarza, ale nuda często stanowi bramę do głębszej uwagi.

Gdy praktyka się ugruntowuje, zwykle zmniejszamy intensywność bodźców na rzecz głębszego wglądu. Pojawiają się subtelniejsze narzędzia: prāṇāyāma, kriye, mudry, medytacja, pratyāhāra – zwrócenie uwagi do wewnątrz. Rośnie też svādhyāya: samoobserwacja, dzięki której uczymy się na własnych doświadczeniach.


Wysiąść z rydwanu czy nauczyć się nim powozić?


Klasycznym celem Jogasutr jest kaivalya – dosłownie „wyodrębnienie” widzącego. Brzmi to trochę jak wyjście z rydwanu. Tradycja jogi proponuje też inną odpowiedź, a daje ją Bhagavadgīta.

Gīta opisuje dwie drogi: wyrzeczenie (sannyāsa), czyli wycofanie się ze świata i zobowiązań, oraz karma jogę – jogę działania i uczestnictwa. I to drugą stawia wyżej. Joga jest według niej umiejętnością w działaniu: „yogaḥ karmasu kauśalam” (II.50). Co ciekawe, Kryszna, który tego naucza, jest w tej opowieści dosłownie woźnicą rydwanu Ardżuny.

Współcześni nauczyciele jogi świadomie wybierają właśnie tę interpretację. Joga nie polega na unikaniu odpowiedzialności, relacji i działania. Polega na tym, by działać rozważnie i umiejętnie – tak, żeby nasze działania służyły nam, naszym bliskim oraz otoczeniu.

Nie chodzi więc o to, by przestać myśleć, czuć i nie reagować. Chodzi o to, by coraz lepiej rozumieć, co dzieje się w ciele i umyśle, odróżniać widza, od tego jak i co widzi, i świadomiej wybierać, dokąd prowadzą nas nasze działania – na macie i poza nią.

Innymi słowy: rydwan będzie rydwanem, a konie nadal będą końmi. Rzecz w tym, żeby ktoś trzymał lejce.


Przemek Nadolny

Autor: Przemek Nadolny


Nauczyciel Ashtanga Jogi (II st. autoryzacji SYC), założyciel Yoga Republic, socjolog, socjoterapeuta i antropolog kultury

 
 
bottom of page